Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

W roku szczególnej pamięci o Stanisławie Mierzwie

ZWIEDZIŁAM DAWNE WIĘZIENIE NA MOKOTOWIE

– obecnie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL

Więzienie karne Carskiej Rosji powstało na powierzchni 6 ha w latach 1902-1904 dla 800 więźniów. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. rozbudowywane i w 1928 roku oprócz więziennych były tam także budynki gospodarcze, szkoła, biblioteka, sala gimnastyczna i inne. W czasie II wojny światowej więzienie to pełniło funkcję pomocniczą dla Pawiaka, gdzie niemieccy zbrodniarze więzili ponad 2500 Polaków. Jednym z tragiczniejszych dni był 2 sierpnia 1944 roku, gdy esesmani wymordowali 600 osadzonych i strażników. Po niemieckich dywanowych nalotach z Warszawy zostały tylko gruzy, a to więzienie nadal stało przy ul. Rakowieckiej 37 – symbol bestialstwa, zbrodni na Polakach, którzy za wolny kraj, szczęśliwy, za swoje rodziny i wierność ideałom głoszonym od lat Bóg, Honor, Ojczyzna byli unicestwiani. Po wyzwoleniu od niemieckiego okupanta do marca 1945 roku urzędowali tam Rosjanie, a później funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

To więzienie istniejące od ponad 100 lat, już wtedy było uznawane za jedno z najcięższych. Późniejsza katownia gestapo po II wojnie światowej zyskała nowy przydomek: Stalinowskie wrota piekieł. Poniżenia, tortury, śmierć i pochówek w bezimiennym grobie – taki los spotkał wielu więźniów politycznych osadzonych w tym więzieniu. W 1968 roku więziono tam strajkujących studentów, a w 1981 internowanych działaczy Solidarności.

W 2016 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zdecydowało o zamknięciu więzienia przy. ul. Rakowieckiej 37 i powołaniu Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

1

Makieta więzienia w 1904 r. (fot. Tomasz Mierzwa)

12 marca 2025 roku z mężem Wojciechem i synem Tomaszem pojawiliśmy się przed godziną 12 na podworcu przed wejściem głównym do Muzeum, gdzie mieliśmy dołączyć do grupy emerytów, aby zwiedzić miejsce, w którym przetrzymywany był miedzy innymi Stanisław Mierzwa. Powoli pojawiały się pojedyncze osoby z tej grupy, oglądały biograficzną plenerową wystawę elementarną poświęconą Stanisławowi Mierzwie, robiły sobie zdjęcia przy planszach.

2

Brama główna do dawnego więzienia przy ul Rakowieckiej 37 w Warszawie-Mokotowie, widok od strony podwórza (fot. Wojciech Mierzwa)

Przez bramę przylegającą do stróżówki weszliśmy na dziedziniec więzienny, gdzie przed prawym skrzydłem budynków administracyjnym w kształci litery L były zawieszone plakaty związane z osobami tam więzionymi. Podążając za przewodniczką wyszliśmy na dużą wolną przestrzeń niewyrównanego terenu porośniętego niską roślinnością. Zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, a przewodniczka objaśniała, jakie funkcje pełniły poszczególne budynki, co się w nich mieściło, gdzie grzebano pomordowanych więźniów (część na tej łączce, gdzie istniały odkryte doły grobowe). Od przewodniczki dowiedzieliśmy się o ucieczce więzionych przez okupanta niemieckiego uczestników Powstania w Warszawie. Część z nich dostała się na dachy budynków i z pomocą mieszkańców stolicy dostawiających drabiny do murów uciekła z więzienia; następnego dnia w odwecie za tę ucieczkę Niemcy rozstrzelali około 600 osób.

3 4

Budynki administracyjne dawnego więzienia (L) i Pawilon „X” (P), przed nim miejsce straceń i pochówków (fot. Tomasz Mierzwa)

Podeszliśmy do wąskiego przejścia między budynkiem gospodarczym i ceglanym murem. Młoda przewodniczka profesjonalnie, pełnym ekspresji głosem opowiadała o strasznych rzeczach i wydarzeniach jakie tam miały miejsce. Przy tej ceglanej ścianie wykonywano wyroki śmierci na skazanych bohaterach. Każdy więzień prowadzony był w asyście dwóch ubeków pod Ścianę Śmierci. Później był precyzyjny strzał w tył głowy i mała smużka krwi! Oprowadzająca wymieniła nazwiska dwóch oprawców, którzy wykonywali wyroki. Za każdego zabitego otrzymywali po 1000 zł (dotyczyło to wyroków po 1945 r., w czasach, gdy nauczyciel miał miesięczną pensję 800 zł), niekiedy dziennie zabijali po siedem osób. Obydwaj nigdy nie odpowiedzieli za te zbrodnie.

5 6

Po lewej kwiaty i znicze pamięci przy Ścianie Śmierci, po prawej – południowo-zachodnia część terenu więzienia, za miejscem straceń (fot. Tomasz Mierzwa)

7 8
9 10
11

Tablice na ścianie budynku naprzeciw Ściany Śmierci upamiętniające zamordowanych bohaterów walki o wolną Polskę (fot. Wojciech Mierzwa)

Z równie tragicznymi faktami zapoznaliśmy się w Pawilonie „X”, w którym mieściły się małe cele, na ogół bez wody, z otworem odprowadzającym fekalia lub bez tego „luksusu”, często bez prycz tylko z siennikami wypełnionymi sieczką. W wielu celach więźniowie spali na gołej podłodze, w których upychano kilku, a nawet kilkunastu więźniów. Więziono tam mężczyzn i kobiety, które także były brutalnie torturowane. Zwyrodnialcy z ubecji nie mieli litości dla nikogo. Widzieliśmy celę, w których prowadzone były przesłuchania aresztowanych.

12   

                                                                                                                                                                                                                                                                                13                                            Cela „normalna” oraz cela przesłuchań (fot. Tomasz Mierzwa)

Ogromne wrażanie zrobiły na nas fotografie skazańców przy celach, w których ich więziono. Patrzyli z tych zdjęć młodzi, piękni, często uśmiechnięci, chłopcy i dziewczęta, kwiat polskiego społeczeństwa, przyszłość narodu. Niepotrzebne były słowa – to nie byli bandyci, przestępcy, to byli bohaterowie walczący o Ojczyznę, którzy w tamtych dramatycznych czasach zgładzeni zostali przez zbrodniczy system chroniący sowiecką ideę wolności narodów.

14 15

Portrety więźniów przy drzwiach do cel; Celina i Wojciech Mierzwowie podczas zwiedzania Muzeum (fot. Tomasz Mierzwa)

16 17

„Sala katów” – fotografie komunistycznych prześladowców i morderców Polskich Patriotów w jednej z cel w Pawilonie „X” w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL (fot. Tomasz Mierzwa)

Pawilon „X” łączył z „pałacem cudów” (jak nazywali sami więźniowie budynek przesłuchań) „tunel śmierci”. Tamtędy wleczono często na wpół żywych i skatowanych osadzonych.

18   „Tunel śmierci” łączący Pawilon „X” i „pałac cudów” (fot. Tomasz Mierzwa)

Dlaczego „pałac cudów”? – metody śledcze stosowane przez ubeckich oprawców sprawiały, że przesłuchiwani dla obietnicy uniknięcia śmierci i zaprzestania tortur zgadzali się na wszystkie postawione im zarzuty, najczęściej wymyślone na potrzeby sporządzenia aktów oskarżenia. Jedną z takich metod było w zimie w wyznaczonej celi przy -20oC otwieranie na oścież zamurowanego obecnie okna i stawianie tam więźnia w samej bieliźnie. Miał szczęście jeśli nie zamarzł i przeżył. W lecie natomiast okno było szczelnie zamknięte, aby panujący wewnątrz zaduch powoli i bezlitośnie osadzonego uśmiercał.

Jednym z wielu zamordowanych w więzieniu mokotowskim po pokazowym procesie był rotmistrz Witold Pilecki. W trakcie śledztwa był bity i torturowany w celu przyznania się do sfingowanych zarzutów. Na sali sądowej stwierdził – „Ja już żyć nie mogę, mnie wykończono. Bo Oświęcim przy nich to była igraszka”. W 1948 roku zabito go strzałem w tył głowy. Przed śmiercią mawiał „Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać”.

19

Kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej umieszczona w więzieniu na Rakowieckiej ma bardzo wymowne przesłanie. Zmuszenie przez władze PRL w 1966 roku do przetrzymywanie obrazu na Jasnej Górze przez 6 lat pokazało jak pewny siebie i zarazem bezczelny był wówczas aparat bezpieczeństwa w sowietyzowanej Polsce (źródło: https://www.samochodemnawakacje.pl/rakowiecka-37-wiezienie-katownia-sb-przesiaknieta-krwia-polskich-bohaterow/)

Po powrocie do Krakowa otworzyłam przywieziony z Warszawy „BIULETYN MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH IWIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH PRL Rakowiecka 37” (Nr 3, marzec 2025), gdzie na okładce uśmiecha się piękna młoda kobieta z pękiem kwitnących białych rododendronów. To Helena Walicka; w więzieniu urodziła córeczkę, tam zamordowano jej męża, ale na szczęście córeczki jej nie zabrano, tak jak wielu innym kobietom dzieci, których jeśli wyszły z więzienia, już nigdy nie odzyskały.

20 21

W „BIULETYNIE” zobaczyłam także twarz młodego mężczyzny, Łukasza Cieplińskiego, przeczytałam opis jego pobytu w więzieniu i wydanego na niego pięciokrotnego wyroku śmierci (wykonanego 1 marca 1951 r.) i jeden z listów, a raczej grypsów pisanych na bibułkach papierosowych.

W więzieniu oprawcy mieli wobec więźniów ustalone wytyczne postępowania, opisane na jednej z plansz. Z bliskimi więzionych, którzy żyli na „wolności”, zasady postepowania były jednakowe dla wszystkich. Zaglądnęłam na strony internetowe szukając informacji, jaki los spotkał żonę i synka Łukasza Cieplińskiego – oto opis cząstki ich życia: … „po 1947 roku nikt nie chciał żony „wyklętego” zatrudnić, nie pracowała zawodowo. Dorabiała, dając lekcje gry na pianinie, robiąc swetry na drutach. W najtrudniejszym okresie finansowo pomagał jej brat Stefan, rodzina męża. Łukasz Ciepliński ojcostwem cieszył się przez osiem miesięcy, 28 listopada 1947 roku, został aresztowany i syna zobaczył jeszcze tylko jeden raz, po trzech latach, w październiku 1950 roku, na sali sądowej, kiedy wydawano na niego pięciokrotny wyrok śmierci. Jadwiga podnosiła synka wysoko, aby Łukasz mógł go zobaczyć”… Andrzejek chorowity, nieodżywiony, często chodzący głodny, po zdaniu matury dorabiał trochę, studiował, ożenił się, ale chyba nigdy nie czytał listów, które do niego pisał ojciec. Zmarł mając 25 lat chorując na raka, cierpiał bardzo, gdyż o morfinę w tamtych czasach było bardzo trudno.

Czytanych przez aktora w Pawilonie „X” listów Łukasza Cieplińskiego do najbliższych można wysłuchać z podcastu na stronie https://www.youtube.com/watch?v=AqYS2a3h9Y8. POSŁUCHAJCIE PROSZĘ! CZY TAK POTRAFIŁBY PISAĆ BANDYTA?

Rozmyślając o zwiedzaniu dawnego więzienia przy ul. Rakowieckiej porównywałam los Cieplińskich z rodziną Stanisława Mierzwy. Pewnie takich było krocie. Helena Mierzwa także nie mogła dostać żadnej pracy, a córka Jadwiga oddana po urodzeniu najmłodszego syna do zaprzyjaźnionej rodziny przebywała u nich kilka lat, daleko od domu. Zmarła mając zaledwie 33 lata, cztery miesiące po śmierci swojej mamy Heleny.

Jak powiedział Wojciech jego ojciec w tym nieszczęściu miał jednak to szczęście, że po kilku latach ciężkiego więzienia wrócił do rodziny i doczekał się wnucząt. A ilu innych nie wróciło do domu i rodziny do dziś nie wiedzą gdzie są ich groby? Mój ojciec, były AK-owiec, też miał szczęście w pośpiechu opuszczając przed aresztowaniem wraz z moją mamą rodzinne strony w 1945 roku i podejmując pracę w odległym mieście…

22 23

Szczęśliwi dziadkowie Stanisław Mierzwa (L) i Józef Gajda (P) z wnukami Tomaszem Mierzwą (L) w 1974 roku i z Maciejem Mierzwą (P) w 1981 roku (fot. Wojciech Mierzwa)

Celina Mierzwa

Kraków, 20 marca 2025

Free business joomla templates